sobota, 29 listopada 2014

Projekt denko - listopad ' 14r.

To już??? Listopad chyli się ku końcowi, a to najwyższy czas do podsumowania zużytych kosmetyków ;))) Jest ich mała gromadka, więc nie przedłużając zaczynam...

Z zakresu pielęgnacji włosów zużyłam szampon piwny od BARWA, który spisywał się całkiem nieźle i będę chciała do niego wrócić.


Z kosmetyków do pielęgnacji twarzy bardzo sobie chwalę całą zużytą gromadkę ;)))



Płyn micelarny - BIELENDA Esencja Młodości  bardzo skutecznie radził sobie z oczyszczaniem mojej cery, a dodatkowo nie podrażniał i nie szczypał ;))) Tyle jeszcze płynów micelarnych przede mną do przetestowania, że mimo tego, że z chęcią bym do niego wróciła, to jednak wolę poszerzać swój repertuar o kolejne nowości ;)))

Przeciwzmarszczkowy krem na dzień SPF 15 od IWOSTIN bardzo przypadł mi do gustu. Jest to moje spełnienie w zakresie pielęgnacji twarzy, choć teraz mam godnego zastępcę - dzięki wygranej u Blanki ;))) Krem do twarzy od TSSS jest nieziemski, ale nie pora teraz o nim pisać. 

Ostatni produkt, to próbka serum na twarz i dekolt od SENSILIS.  Obecnie mam pełną wersję tego produktu, więc szalej na całego ;)

Jeśli chodzi o produkty do pielęgnacji ciała, to tutaj jest ich pokaźna ilość ;)))


Żel peelingujący pod prysznic od Joanny to porażka... Z zapachem limonki nie ma on nic wspólnego, bo bardziej sztucznego aromatu dawno nie wąchałam, a i z przeznaczeniem nic mnie tutaj nie powaliło... Pospolity peeling, który z trudem zużyłam - strasznie się przy nim męczyłam i nie mam zamiaru już więcej poświęcać mu uwagi. 

Natomiast balsam do ciała pod prysznic od EVELINE spisał się znakomicie w swojej roli ;))) Już za nim tęsknie, a w najbliższych dniach dowiecie się więcej o nim. Aaaa... I uchylę rąbka tajemnicy, że już wkrótce jego braciszkaa będzie można wygrać na rozdaniu ;)))

Żel pod prysznic Green Pharmacy był świetny!!! Zapach - idealny, działanie - super!!! Żel, który robił wszystko to, co robić powinien ;) Na pewno będę chciała wypróbować kolejne warianty zapachowe. A tak w ogóle, to bardzo polubiłam kosmetyki Green PHARMACY!

I na koniec myju myju mydełeczko od Luksja - jak każde mydło w codziennej pielęgnacji skóry dłoni spisywał się ok!!!

A dalej...


Antyperspirant z GARNIER, który bardzo sobie chwalę, jeśli chodzi o pielęgnację skóry pod pachą.

Natomiast o moje paznokcie dbał zmywacz do paznokci BeBeauty z Biedronki, który całkiem nieźle radził sobie ze zmywaniem lakierów, a buteleczka z pompką służyła mi na dłużej. Niestety teraz się popsuła więc wylądowała w zdenkowanych produktach ;)))


Odżywkę do paznokci od EVELINE 8 w 1 bardzo lubiłam. Nie zrobiła mi krzywdy, a dodatkowo wzmocniła płytkę  paznokcia.


Dalej dwa zużyte zapachy... Naomi Campbell uwielbiam, więc nic dziwnego, że kolejna buteleczka została zużyta. Natomiast woda toaletowa LA RIVE całkiem ładnie pachniała, tylko szkoda, że na chwilę utrzymywał się aromat. Ja ją od kogoś dostałam, więc szybko zużyłam i w taki sposób ląduje w koszu ;)

Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, to tutaj kiepściutko...


Tusz do rzęs - zabijcie mnie, ale wiecie, że nie wiem jaki to??? Chyba od Loreal, ale nie dam sobie głowy uciąć, a wszystkie informacje zdarły się, tak że nie powiem Wam dokładnie, jaka jest nazwa tego całkiem przyzwoitego tuszu. Natomiast za szminka od Eveline będę bardzo tęsknić. Nie wiedziałam, że będę w stanie kiedyś zużyć do końca jakąkolwiek z pomadek - a tu proszę... Ale już za nią tęsknię i będę musiała się rozglądnąć, za kolejną...

Na koniec jeszcze kilka próbek...


A już jutro szykuje dla Was kolejną niespodziankę ;)))

A jak Wasze zużytki??? Znacie którąś z moich???

LuxFly

czwartek, 27 listopada 2014

Serum na twarz i dekolt - SENSILIS Upgrade Lipo Lifting Intensive Serum

Hej

Kosmetyki SENSILIS wypróbowałam po raz pierwszy po spotkaniu blogerek, które wspólnie z Ają organizowałyśmy. Już wtedy bardzo przypadły mi do gustu i nie mogłam się ich zachwalić, dlatego też z ogromną chęcią sięgnęłam po kolejny produkt tej formy a mianowicie serum na twarz i dekolt Upgrade Lipo Lifting Intensive Serum.


Kilka słów od producenta...

Linia kosmetyków do twarzy to kuracja remodelująca napięcie skóry oraz zapewniająca działanie przeciwzmarszczkowe, która nadaje twarzy wyrazistości ze względu na podwyższoną moc ujędrniającą oraz sprzyja redukcji podwójnego podbródka. Poprawia rysy i jednocześnie wyraźnie odmładza owal twarzy wzmacniając sprężystość skóry.
Serum remodelujące o intensywnym działaniu zawiera składniki czynne w wysokich stężeniach, które efektywnie zwalczają zwiotczałość skóry i niwelują podwójny podbródek. Zapewnia natychmiastowy efekt liftingu i poprawia rysy skutecznie ujędrniając skórę. Sprzyja redukcji podwójnego podbródka i poprawia owal twarzy.


Produkt zamknięty jest w plastikowym opakowaniu w czarnym kolorze, na którym znajduje się nazwa kosmetyku. Po otwarciu wieczka, naszym oczom ukazuje się bardzo praktyczny dozownik, który po miesiącach stosowania nie zacina się i dalej jest w takiej samej kondycji jak na początku ;) 

TAK!!! Dobrze widzicie... Po miesiącach stosowania... Ja sama używam tego serum już prawie 3 miesiąc, a kosmetyk dalej się wydostaje z pojemnika. Fakt, że nie mogę kontrolować jego zużycia, bo jest to niemożliwe za sprawą opakowania, ale po każdym kliknięciu liczę na to, że jeszcze go wiele w środku zostało...



Sam kosmetyk ma żelową konsystencję o zielono - niebiesko - szarej barwie, stosunkowo rzadko spotykanej wśród kosmetyków...



Pachnie pięknie!!! Tak gustownie, elegancko - jak pachną kosmetyki te z wyższej półki ;))) Serum z ogromną łatwością rozsmarowuje się na twarzy, szyi i dekolcie i bardzo szybko wchłania. A co do samego działania??



Co do działania to mogę Wam obiecać, że po jego użyciu Wasza skóra będzie tak odżywiona i nawilżona jak nigdy!!! Efekt jest widoczny natychmiastowo, co bardzo cieszy zwłaszcza, że kosmetyk nie jest tani, bo za 30 ml zapłacimy ok, 130zł.

To co zauważyłam podczas stosowania serum, to napięcie skóry i jej wygładzenie. Jest ona tak delikatna jak "pupcia" niemowlaka - wiecie o co mi chodzi... - naprężona, aksamitna i taka świeża... Mimo tego, że serum jest bardzo delikatne, to efekty są widoczne bardzo szybko. 

Nie wiem czy likwiduje podwójny podbródek, bo takiego nie posiadam, ale za inne cechy pokochałam go i staje się on moim must have w pielęgnacji ;)))



A Wy znacie ten produkt??

P.s. czuję się już lepiej, więc możecie się spodziewać wyników rozdania już niedługo ;)))

LuxFly

czwartek, 20 listopada 2014

Krem matująco - nawilżający - LEFROSCH Base Matt Creme

I już czwartek... To coś niesamowitego jak czas szybko płynie... Tydzień za tygodniem przemija jak jeden dzień, a to świadczy o tym, że grudzień zbliża się wielkimi krokami ;)))

Ale nie o tym dzisiaj... Dzisiaj chce Wam opowiedzieć kilka słów o kremie matująco - nawilżającym od Lefrosch.


W bardzo eleganckiej, białej tubce z umieszczonymi srebrnymi połyskującymi wyrazami zamknięty jest produkt, który w swoim wnętrzu kryje wiele ciekawostek. Sam wygląd zewnętrzny opakowania jest w takim surowym i prostym klimacie, idealnie wpasowującej się w moje upodobania. Samo opakowanie przykuwa spojrzenie, a patrzące na nas oczy hipnotyzują do użycia...


Base Matt na odwrocie tubki zawiera najważniejsze informacje. To tutaj możemy wyczytać kilka informacji o produkcie, sposobie użycia, czy też składu...



Jego aplikacja jest dziecinnie prosta... Odkręcamy zakrętkę i wyciskamy z tubki odpowiednią ilość kosmetyku...


Konsystencja kremu jest wprost aksamitna... Jej lekkość i delikatność pozwalają odczuć luksus podczas aplikacji... Czuję się jak księżniczka mogąc nakładać ten krem na swoją twarz...



Wystarczy niewielka ilość kremu, aby pokryć nim całą twarz, przez co jest on bardzo wydajny. 50 ml kosmetyku kosztuje ok 45 zł. Cena wydaje się stosunkowo wysoka, jednak rozkładając ją na kilka miesięcy codziennego użytkowania staje się ona rozsądna ;)))

Krem ma delikatny pudrowo - cytrusowy aromat, który szybko ulatnia się podczas aplikacji.

Podczas codziennego stosowania zauważyłam wiele dobroczynnych rezultatów, które przekonały mnie, że jest wart swojej ceny, a nawet więcej!!


Pochłania on sebum i zostawia skórę tak pięknie zmatowioną!!! Nie czuje się żadnego ściągnięcia skóry, tylko delikatną i aksamitnie gładką cerę, która zmatowiona idealnie się prezentuje. W związku z tym, że lekko nawilża moją cerę, jest ona taka świeża i aksamitna... Uwielbiam ten efekt!!!


Dodatkowo jego bakteriobójcze działanie, które zapobiega występowaniu stanów zapalnych sprawia, że moja twarz jest nieskazitelnie czysta i otulona bezbarwna zaporą.

Jestem zachwycona tym kosmetykiem i ciesze się, że go odkryłam!!!

A Wy go znacie???

Jeszcze 4 dni do zakończenia mojego rozdania na które Was serdecznie zapraszam!!!

http://luksuszagrosze.blogspot.com/2014/11/mae-rozdanie.html

LuxFly

środa, 19 listopada 2014

I włos nie spadnie Ci z glowy - kuracja BIOXSINE

Witajcie ;)))

Dziś przychodzę do Was z włosowymi nowinkami. Faktem jest, że włosomaniaczką to ja nie jestem. Moje włosy nie są problematyczne, jednak od pewnego czasu zaczęło dziać się z nimi coś niedobrego... Każdego dnia ilość wypadających włosów wzrastała w ustraszonym tempie, a ja ze zgrozą patrzyłam na to jak moje włosy zaczęły marnieć, jak się przerzedziły i stały się takie... nijakie. Postanowiłam temu zaradzić i na ich ratunek ruszyła kuracja BIOXSINE.

Rozpocznę od szamponu...




Szampon o pojemności 300 ml zamknięty jest w stabilnym i estetycznym opakowaniu. Aplikator typu "klik" pozwala w łatwy sposób dozować sobie odpowiednią ilość produktu. Wszystko tutaj jest solidne, trwałe i na najwyższym poziomie.


Szampon Bioxsine o bursztynowej barwie i delikatnym ziołowym aromacie posiada gęstą konsystencję przywodzącą mi na myśl żywicę. Już niewielka ilość szamponu pozwala na umycie włosów, co sprawia, że jest on bardzo wydajny. Ja ten szampon używam już 3 miesiąc a nadal mam go jeszcze sporo.

Bioxsine należy stosować na mokre włosy, delikatnie masując skórę głowy opuszkami palców przez 1,5-2 minuty i dokładnie spłukać. Ja używam go co 2 bądź 3 dzień, gdyż po systematycznym użytkowaniu zauważyłam, że włosy zachowują swoją świeżość na dłużej ;)))



Szampon oparty na ziołowej formule nie zawiera SLS - ów, parafiny itp. Po umyciu włosy z łatwością się rozczesują, są mocno oczyszczone, aż trzeszczą między pacami. Efekty przychodzą stopniowo, ale są widoczne już po krótkiej chwili użytkowania i pogłębiają się po każdym myciu. Moje włosy zaczęły na nowo odżywiać - coraz mniej ich wypadało, stały się mocniejsze  a przy tym i grubsze!!! Po pewnym czasie zauważyłam, że jest ich coraz więcej i tak z cienkiej kitki zaczęły powiększać swoją objętość.



Dodatkowo stały się one bardziej lśniące i nabrały zdrowego, połyskującego koloru!!! Tylu efektów przy zastosowaniu kuracji nie spodziewałam się. Dodatkowo zauważyłam nowe pojawiające się włoski głównie na linii czoła. Cieszy mnie dodatkowo fakt, że włosy mniej się przetłuszczają i na dłużej zachowują swoją świeżość - co dodatkowo pozwala oszczędzić czas na ich mycie ;)))  Za szampon zapłacimy ok 39zł.

Jednak cala kuracja to nie tylko szampon a jeszcze zestaw 24 ampułek Bioxsine...



Ampułki zamknięte są w solidnym opakowaniu o pojemności 6 ml każda. Wszystkie stoją na baczność - jak w wojsku chronione nakładką wykonanej z gęstej pianki.



Ampułki są zamknięte w szklanych pojemniczkach, a dodatkowo do zestawu dołączone są dwie gumowe nakładki. Jedna służy do otwierania szklanej ampułki, a druga do aplikacji jej zawartości pozwalając na estetyczne i higieniczne jej dozowanie.



Cała kuracja starcza na ok. 2 miesiące regularnego stosowania - co drugi dzień. Jednak zawartość serum w jednej ampułce jest tak pokaźna, że można ją wykorzystać na dwa użycia, dzięki czemu czas kuracji może się wydłużyć o kolejne dwa miesiące ;)))




Zawartość należy stosować na wilgotne, uprzednio umyte włosy i wmasowywać przez ok. 1,5 - 2 minuty.
Nie należy spłukiwać, ponieważ aby działał powinien pozostać na skórze głowy około 8godzin - ja aplikuję go na noc...




Zawartość ampułek ma płynną konsystencję o karmelowym zabarwieniu i lekkim ziołowym aromacie. Bardzo praktyczna jest w tym przypadku gumowa nakładka do aplikacji serum, dzięki czemu nie rozlewa się ono po całej głowie, tylko pozwala na dozowanie go po kilka kropel i wmasowywanie w skórę głowy...



W zetknięciu ze skórą nie klei się, nie pozostawia odczucia dyskomfortu a dodatkowo nie podrażnia skóry głowy. Co mnie mocno zaskoczyło to fakt, że efekty widoczne są bardzo szybko, a nawet przy połączeniu z innym szamponem efekty dalej się utrzymują.



Bioxsine w sposób widoczny ograniczył ilość wypadania włosów, a dodatkowo zaczęło ich przybywać na mojej głowie. Włosy stały się mocniejsze, jakby grubsze i tak jak już wspominałam na dłużej zachowywały swoją świeżość. Dodatkowo było ich coraz więcej i więcej, dzięki czemu ich objętość znacznie się powiększyła ;)))





Chociaż i może chciałbym się do czegoś przyczepić i znaleźć jakieś wady, to w tym momencie jest to dla mnie niemożliwe. Zauważone efekty dają mi ogromne zadowolenie, a to co chciałam osiągnąć zostało spełnione... Jestem szczęśliwa, że teraz mogę cieszyć się zdrowymi, mocnymi i grubymi włosami, które pięknie lśnią i wyglądają tak zdrowo!!! Koszt ampułek to ok. 139zł. 


Czy Wy miałyście okazję wypróbować kuracje Bioxsine??? 




Pamiętacie jeszcze o rozdaniu???


http://luksuszagrosze.blogspot.com/2014/11/mae-rozdanie.html

LuxFly

wtorek, 18 listopada 2014

Róż do policzków - LOVELY Blush Me Baby

 Witajcie ;)))

Łapiąc chwilę wolnego udało mi się napisać kolejny post o kolejnym godnym wypróbowania produkcie.
A jest nim róż do policzków  od Lovely ;)))
Dla mnie jest to świetnie wymyślone połączenie różo - bronzera i właśnie w takiej formie aplikuje go na swojej twarzy.

Urocze opakowanie z przeźroczystym wieczkiem, daje mi możliwość zobaczenia co jest w środku...

Pokaż kotku, co masz w środku...


W środku zobaczycie równie uroczo wyglądające tłoczone serduszka... aż żal mi machać po nich pędzlem, żeby się nie starły, bo są takie urokliwe...


Serduszkowy odcień jest matowy, w cielistym kolorze, natomiast drugi fragment stanowi róż w stonowanych, matowym odcieniu...


Podczas aplikacji łączę oba odcienie, które po połączeniu stanowią idealną barwę, która wygląda dla mnie jak bronzer... Czary mary tu się dzieją...


Z łatwością można dozować intensywność tego odcienia, jednakże ja wolę delikatniejsze i subtelniejsze rozwiązania. Utrzymują się na cerze przez cały dzień i w piękny sposób podkreślają owal twarzy. Nadają mojej cerze zdrowego i promiennego wyglądu, dlatego szybko stał się moim niezbędnikiem w wykończeniu makijażu.


Możecie go zakupić za ok. 13 zł, więc cena jest bardzo przystępna, tym bardziej, że wydajność jest imponująca. Po miesiącu codziennego stosowania, widać tylko niewielki ubytek (zdjęcia powyżej).


Co o nim sądzicie???

LuxFly

poniedziałek, 17 listopada 2014

Lakierowe trio od LOVELY

Po pracowitym weekendzie, pora na chwilę relaksu i spotkanie się tutaj z Wami...

Dzisiaj zabieram Was w podróż po trzech krainach... Jak od siebie różnych, a jednocześnie świetnie z sobą współgrających i pasujących...

Ostatnio przeważają u mnie posty o kosmetykach kolorowych i bardzo się z tego cieszę, bo mogę Wam pokazać moje ostatnio odkryte produkty, które nie dość że można zakupić w rozsądnych cenach, to jeszcze sprawdziły się u mnie rewelacyjnie!!! Było już o... cieniach do powiek, pisaku do ust, szminkach do ust, to teraz najwyższy czas, aby pokazać Wam ciekawe rozwiązania na pazurki ;)))


Zacznę od najjaśniejszego, czyli Lovely Nude Nail Polish nr 2 o pojemności 8 ml, który można zakupić za ok. 6zł.


Ja jestem miłośniczka wszystkiego co delikatne i pastelowe... W tym przypadku nie odbiegam od reguły, dlatego też kolor Nude bardzo przypadł mi do gustu... Lakier ma odcień jasnego pudrowego różu bądź też takiego łososiowego...  Do światła mieni się on milionowymi delikatnie połyskującymi drobinkami... Shimmer nadaje mu blasku i takiej błyszczącej poświaty...


Konsystencja jest kremowa, trochę rzadka, ale co dziwne, nie rozlewa się po płytce... Ma bardzo dobre krycie, nie smuży a efekt na paznokciu jest taki dziewczęcy i naturalny...


Pędzelek jest szeroki i spłaszczony, co ułatwia mi nakładanie lakieru. Schnie stosunkowo szybko i utrzymuje się bardzo długo na paznokciach...

W duecie podąża za nim lakier do paznokci Hot Trend nr 7. Ma taką samą pojemność jak poprzednik i kosztuje ok. 7zł.


Producent informuje nas, że jest to lakier o wysokim połysku i trwałości i mogę się z nim tutaj zgodzić... Lakier o kremowej konsystencji w kolorze przydymionego różu z łatwością rozprowadza się po płytce paznokcia i w bardzo szybko na nich wysycha... Kilka sekund i mogę powracać do codziennych czynności. Nakłada się go bardzo wygodnie, nie smuży i pięknie zlewa się w błyszczącą taflę...


Utrzymuje się na paznokciach nawet cały tydzień, nie odpryskuje, jedynie widać odrost paznokcia.


Pędzelek podobnie jak u poprzednika jest plaski i grubaśny, dzięki czemu szybko i precyzyjnie pokrywa plłtkę, nie rozlewając się na boki.

Kropką nad " i" stanowi Lovely Top Jewels nr 3 czyli brokatowy lakier do paznokci.


Jest to top coat naszpikowany kolorowym brokatem... W sumie bardziej przypominają mi one drobne płatki w różnorakiej formie, ale skoro producenta nazwał je brokatem, więc niech tak pozostanie. Są one różnokolorowe - czerwone, różowe, jasnofioletowe... aż mieni się w oczach...  A to wszystko zatopione w przeźroczystym lakierze. Malowanie nimi jest przyjemne. Ozdób jest na tyle dużo, że za jednym pociągnięciem bardzo obficie pokrywają płytkę paznokcia.



Pędzelek jest bardzo zbliżony do poprzedników więc z łatwością wykonuje się zdobienie z jego użyciem. Czas wysychania jest bardzo szybki, natomiast ze zmywaniem tego brokatu jest dramat... Ale wiadomo z brokatem tak bywa...

To jesteście ciekawi efektów tego tria na paznokciach???







Co o nich sądzicie???

Noi oczywiście przypominam o ROZDANIU ;)

http://luksuszagrosze.blogspot.com/2014/11/mae-rozdanie.html

Udanego poniedziałku ;)))

LuxFly