niedziela, 31 sierpnia 2014

Balsam do ust wiśniowe cukierki - ORGANIQUE

Witajcie ;)

Powoli zbliża się jesienny czas... Ja zaczynam zamieniać się w niedźwiadka, który zamienia letnie przyzwyczajenia na jesienne... Fakt, że ubrania letnie ustąpiły miejsca cieplejszym wdziankom i zaczynam sięgać po kosmetyki o cieplejszych, słodkich nutach zapachowych, jednakże moim chronicznym uzależnieniem na ten czas stał się balsam do ust od ORGANIQUE.


Balsam znajduje się w okrągłej, estetycznej puszeczce, który świetnie się prezentuje. Jest poręczny i dzięki temu zawsze mam go przy sobie. Konieczność nakładania go palcami w różnych miejscach, na pewno urąga higienie, ale broni się przed tym argument, że w takiej formie skład balsamu jest bardziej naturalny, bez konieczności dodawania składników utwardzających...


Skład balsamu - pierwsza klasa!!! Naturalne olejki roślinne - rycynowy, awokado, ze słodkich migdałów i oliwę z oliwek oraz woski  - carnauba i pszczeli - co czuć na ustach w przy każdym użyciu. 

Za 15 ml produktu zapłacimy ok. 29zł. Uważam, że cena jest proporcjonalna do wydajności kosmetyku i właściwości jakie można zauważyć po jego stosowaniu, a często są na niego promocje ;))) - niedługo chcę zaopatrzyć się w inne warianty smakowe ;)



Balsam ma fenomenalny zapach!!! Pamiętacie, takie małe, wiśniowe landrynki w okrągłych puszkach??? Właśnie tak pachnie ten balsam!!! Wiśniowymi landrynkami!!! Jest on tak soczysty, że najchętniej zjadłabym go od razu ;))) Zapach ten utrzymuje się na ustach do momentu zlizania go przeze mnie ;))) Ja po jego nałożeniu cały czas się oblizuję, bo nie mogę się powstrzymać - nowy nałóg ;)))



Balsam świetnie się rozprowadza, pozostawiając na ustach lekką, ale treściwa warstwę. Nie zbiera się w kącikach ust, natłuszcza usta pozostawiając je nawilżone, gładkie i aksamitnie miękkie. 


Dzięki niemu moje usta są teraz w idealnym stanie - brak pęknięć, a usta idealne!!!

Cóż się dziwić, że po każdej aplikacji mam taki wyraz twarzy ;)))



Też stosujecie balsamy do ust??? Bo ja zostałam ich maniaczką ;)))

LuxFly

piątek, 29 sierpnia 2014

Peeling Orzechowo- Morelowy - SORAYA

Witajcie ;)

Przed 1 września sprawy zawodowe zmuszają mnie do podkręcenia tempa i dlatego z ogromnym utęsknieniem wyczekuję wieczorów, gdzie w zaciszu mojej łazienki mogę oddać się chociaż zbawiennym 30 min. samolubstwa i zadbać trochę o siebie ;)

Podczas takiej chwili co 2 - 3 dni stosuję na moją twarz peeling orzechowo - morelowy od Soraya, który jest jednym z najmocniejszych zdzieraków jakie do tej pory używałam ;)


Produkt zamknięty w uroczym opakowaniu z elementami serduszek, kokardek w różowym odcieniu jest taki słodki i dziewczęcy ;)))


Skład kosmetyku, jak łatwo możecie zauważyć zajmuje połowę powierzchni opakowania... Długi i z różnymi składnikami, nie zawsze najwspanialszymi... Ucieszył mnie fakt, że podczas peelingu masuję moją twarz łupinkami orzecha ;)
Są one maciupeńkie, drobne ale za to ostre. Jest on stosunkowo  mocny i zdziera konkretnie ;))) Martwy naskórek nie ma przy nim szans i ucieka w czeluście zapomnienia a cera pozostaje oczyszczona i gładka jak pupcia niemowlaka ;)))


Jego moc działania dodaje odpowiednią dawkę energii cerze, która po jego zastosowaniu jest taka aksamitna... Mogłabym ją dotykać i dotykać...


Konsystencja peelingu jest zbita z ogromną ilością drobinek. Ja przed użyciem peelingu zwilżam buzię wodą, przez co jest on delikatniejszy i łatwiej rozmasowuje się na twarzy. Dodatkowo podczas całego procesu towarzyszy nam delikatny morelowy aromat z orzechową, słodką nutą, który jest subtelny i przyjemny.


Kosmetyk nie podrażnia mojej cery a przy tym świetnie oczyszcza moją twarz. Za 75 ml produktu zapłacimy ok. 12 zł. Za taki efekt wart jest wiele!!!

A u Was jak się sprawdził???

LuxFly

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Pomarańczowy szampon do włosów - BALEA

Witajcie Kochani.

Nie wiem czy już Wam o tym wspominałam, ale z ogromną chęcią chciałam wypróbować tak chwalone kosmetyki Balea. Jak niesamowita była moja radość, gdy w końcu i ja wypróbowałam jeden z ich produktów ;)



Szampon do włosów farbowanych Czerwona Pomarańcza zastąpił poprzedni kokosowy produkt.
Jego zadaniem jest nadać włosom lśniący kolor i miękkość.


Za 300 ml produktu zapłacimy ok 5- 6 zł. Czy to nie jest rozsądna cena??? 

Szampon zamknięty jest w przyjemnej dla oka plastikowej butelce, otwieranej na klik. W środku znajduje się kosmetyk o lejącej się, stosunkowo rzadkiej konsystencji w formie żelowej... 


 Zapach jest świetny!!! Czuć w nim soczysty aromat czerwonej pomarańczy, który jest świeży i orzeźwiający... Na szczęście nie wyczuwam tutaj żadnych chemicznych aromatów za co ogromny plus ;)



A jakie są efekty po jego użyciu???

Muszę przyznać, że szampon pozytywnie mnie zaskoczył. W kwestii oczyszczania włosów radził sobie bardzo dobrze. Włosy po jego zastosowaniu były miękkie, z łatwością się rozczesywały i bardzo zdrowo wyglądały. Co mnie pozytywnie zaskoczyło, to fakt, że szampon nie przesuszał moich włosów. Ja zawsze używam odżywek, ale w tym przypadku nawet i bez niej włosy wyglądały super.

a Wy co polecacie od Balei???

LuxFly

środa, 20 sierpnia 2014

Projekt denko - lipiec'14r.

Jak ten czas nie ubłagalnie płynie... Aż trudno mi uwierzyć, że połowa sierpnia już za nami, a ja dziś o projekcie denko miesiąca lipca postanowiłam napisać ;)

Przez ostatni okres czasu używałam odżywki do włosów suchych i zniszczonych od Aussie bardzo byłam z niej zadowolona, a moje włosy wyglądały zdrowo i były pełne witalności.


Kolejne zużyte produkty, tym razem pielęgnacja twarzy to kosmetyki Eubiona.
Miodowo - ziołowe mleczko oczyszczające do twarzy w pełni naturalne i bardzo dobre w działaniu. Ja już kiedyś miałam te produkty a w związku z orzeźwiającym i mrożącym efektem podczas oczyszczania twarzy postanowiłam do niego wrócić  ;)

Miodowo - ziołowy krem do twarzy na dzień - EUBIONA    pokochałam za efekty jakie widziałam na mojej twarzy. Krem bardzo dobrze nawilżał moją cerę oraz delikatnie ją matowiał, przez co skóra wyglądała na wypoczętą i świeżą. W tle wyczuwalna ziołowa nuta z elementami mięty dodatkowo przynosiła ukojenie w upalne dni lipca.

 Kolejne zużyte produkty do pielęgnacji ciała...

Peeling Full Mellow oraz peeling od The Secret Soap Store pokochałam miłością bezgraniczną i po co teraz sięgam nie dorównuje tym produktom. Natomiast żel pod prysznic bardzo dobrze radził sobie z oczyszczaniem mojej skóry i również byłam z niego zadowolona.

A moje ukochane produkty nawilżające???

Oto cała gromadka i o każdym z nich pisałam wczoraj w ulubieńcach lipca - kto jeszcze nie widział to zapraszam do poczytania ;)

Dalej całkiem niezły antyperspirant Fa, który radzi sobie z ochroną skóry przed potliwością a przy tym bardzo ładnie pachnie ;)

Kolejnym zużytym kosmetykiem jest próbka o pojemności 10ml - krem ze srebrem do stóp od Clarena. 

 Nie wiem jak to się stało, ale ta próbka w środku była prawie pusta... Wystarczyła mi na 1 użycie i nic więcej z niej wycisnąć się nie dało... Może mi trafił się taki egzemplarz a szkoda, bo z chęcią bym ją przetestowała...


I na koniec kilka zużytych próbek ;))) Byłam pod wrażeniem, bo niektóre z nich starczały na 4-5 dni codziennego stosowania ;))


Nie jest za wiele tych zużytych produktów, ale zawsze to coś ;)))

Pozdrawiam

LuxFly

wtorek, 19 sierpnia 2014

Ulubieńcy lipca'14r.

Tak, tak ;))) Dzisiaj nadszedł czas na spóźnionych ulubieńców ;)))

Bez zbędnych słów zapraszam na moją odsłonę...

Miesiąc lipiec był skromnym miesiącem pod względem kosmetyków... Z racji tego, że miałam w tym czasie urlop moje ciało też urlopowało się od kosmetyków kolorowych, tylko pielęgnacja grała w tym czasie pierwsze skrzypce...

W lipcu niestety żaden z używanych przeze mnie szamponów nie zyskał miana "ulubieniec"... Jednak jest jeden wspomagacz, który w tej roli spisywał się perfekcyjnie ;)))

Uwaga, uwaga!!!
Jako pierwszy ulubieniec, który strzegł pieczołowicie moich włosów, aby wyglądały świeżo to suchy szampon Batiste.


O nim jest tak głośno w blogosferze, tak że moje achy i ochy na jego temat już są zbędne... Suchy szampon ratował mnie w lipcu w wielu sytuacjach, gdy potrzebowałam nadać świeżości moim włosom, a czasubyło za mało, aby je umyć... Dodatkowo podczas upałów wystarczy chwila, aby włosy stały się "oklapnięte" i straciły swój urok... Tutaj Batiste spisywał się na medal ;)))

W lipcu na uwagę zyskuje też płyn micelarny Yoskine.


Niewielka pojemność, a wydajność niesamowita... Idealne rozwiązanie na podróże, a działanie pierwsza klasa!!! Już niedługo o nim napiszę więcej ;)))

Natomiast pielęgnacja ciała w tym miesiącu przerosła moje oczekiwania... Tylu niesamowitych produktów w jednym miesiącu jeszcze nie próbowałam... Dlatego cała szczęśliwa gromadka znalazła się w ulubieńcach ;)))


Zaczynając od lewej strony... Masło do ciała TBS - TUTAJ o kremowej konsystencji i świetnym nawilżeniu spisywało się perfekcyjnie w swojej roli. Zapach troszkę za słodki jak na tę porę roku ale działanie cud, miód i orzeszki ;)))

Peeling do ciała TSSS to ten z czarną zakrętką. Bardzo dobry zdzierak z olejkami w tle, dzięki czemu nasza skóra jest nie tylko idealnie oczyszczona ale również odpowiednio nawilżona. Jestem przekonana, że wrócę po kolejne gałki tego kosmetyku ;)))

W środku znajduje się balsam do ciał Bath & Body Works. Ten balsam pokochałam za zapach - i tego nie da się ukryć... Nawilżenie odchodzi na dalszy plan, ale zapach.... Marzenie...

I moi ulubieńcy wszech czasów!!! Peeling i masło do ciała od Full Mellow!!! W tych kosmetykach jestem zakochana!!! Naturalne składniki w połączeniu z nieziemskim działaniem. Uwielbiam miłością dozgonną. Nie zdawałam sobie sprawy, że kosmetyki mogą przynieść tyle dobrego... Piękna skóra... Relaks z ich użyciem... Aromaterapia anielskiego zapachu... W tych kosmetykach jest moc!!!

To teraz nadszedł czas na skromną kolorówkę...

Przeważnie  moja twarz odpoczywała od podkładów, pudrów itp. Jednak od czasu do czasu, wychodząc w bliższe lub dalsze tereny o zdrowy i świeży wygląd dbały...


Puder prasowany Sensique, jestem pod ogromnym wrażeniem, że za tak przystępną cenę można znaleźć tak dobry puder. Niedługo o nim więcej napiszę, ale powiem Wam, że nie zawiodłam się na nim ani razu. O drugim kosmetyku już Wam pisałam TUTAJ. Ciekawy podkład o lekkim kryciu i bardzo dobrze współpracujący z moją cerą.

I na koniec pupilek paznokciowy miesiąca lipca ;))) Pewno się już domyślacie ;))) Wiadomo... KOBO


O nim pisałam Wam ostatnio, więc powtarzać się nie będę, tylko odsyłam Was do tego postu.

Aaaa... No i przecież... W okresie lipca na moich oczach nie mogło zabraknąć ulubionych cieni od MySecret - niezawodnych, trwałych, pięknych i uwielbianych przez moją osobę od kilku dobrych lat ;))) oraz tuszu do rzęs, bez którego czułabym się nago... Też tak macie z jakimś kosmetykiem??? Bo ja bez tuszu ani rusz ;)))


Znacie któreś kosmetyki z moich ulubieńców???

To może jutro projekt denko??? ;)))

LuxFly

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

O trzech takich co goszczą na moich paznokciach... - odcinek 3 - Topcoat with Diamond Powder - KOBO

Dziś nadszedł czas na ostatni odcinek z serii KOBO ;)))


Lakier nawierzchniowy wg producenta Posiada filtr UV dzięki czemu chroni kolor lakieru przed blednięciem. Daje długotrwały połysk. Przedłuża trwałość lakieru, tworzy elastyczną i wytrzymałą powłokę, zawiera prawdziwy diament w proszku.


W szklanym, charakterystycznym dla KOBO walcowatym pojemniku znajduje się 7,5 ml produktu. Cena regularna Top coatu to 9,99 zł ale do 27 sierpnia w szafach KOBO jest promocja i można go zakupić już za 5,99zł.


Top coat nakładam na pomalowaną i już trochę przyschniętą płytkę paznokcia. Dzięki niemu lakier dłużej się trzyma (ponad tydzień) i dodatkowo nadaje bardzo widoczny połysk!!! 



Pędzelek jest stosunkowo wąski i długi, ale dzięki temu precyzyjnie nakłada się warstwę top coatu. Konsystencja lakieru jest stosunkowo rzadka, więc z łatwością nanosi się ją na pomalowane paznokcie. Nie pozostawia smug i nie bąbelkuje, co miało miejsce, gdy używałam inny top coat. Jedynym minusem jaki zauważyłam, to to, że łapie kolory lakierów jakimi się maluję (ciemniejsze i wyraziste odcienie). Przy nakładaniu top coatu na czerwony lakier pędzelek robi się różowy. Z delikatniejszymi odcieniami nie ma takiego problemu ;)))

To teraz porównanie...

Przed nałożeniem top coat...

 
Po nałożeniu top coat...





Miałyście okazję wypróbować???

LuxFly

sobota, 16 sierpnia 2014

O trzech takich co goszczą na moich paznokciach... - odcinek 2 - Lakier do paznokci Colour Trends nr 40 Orchid - KOBO

Hej!!!

Dzisiaj nadeszła pora na pokazanie Wam głównego bohatera 2 odcinka...


Lakier o pojemności 7,5 ml zamknięty jest w szklanym, walcowatym pojemniczku z wygodną i praktyczna nakrętką.


Jak sami możecie zauważyć, nr 40 Orchid jest w przepięknym odcieniu różu, który rewelacyjnie prezentuje się na dłoniach... Ma on w sobie to "coś" ;))) To właśnie ten lakier gości u mnie ostatnimi czasy non stop na paznokciach... Mogę nawet stwierdzić, że uzależniłam się od niego ;)))


Jak pewno sami zauważyliście lakier nie zawiera toluenu i formaldehydu ;))) 

Bardzo przypadł mi do gustu pędzelek ;) Krótki, gruby i płaski - właśnie tak jak lubię ;))) Dzięki niemu raz - dwa i na paznokciach już króluje piękny kolor...



Konsystencja lakieru jest stosunkowo rzadka, ale na szczęście w niczym to nie przeszkadza ;))) Rozprowadza się on bardzo dobrze i ląduje tam, gdzie tego chcę ;))) Lakier na szczęście nie smuży tylko pięknie się wtapia, pozostawiając na płytce paznokcia, piękną i gładką taflę... Uwielbiam ten połysk na paznokciu, który trwa i trwa...



Utrzymuje się ok. 4 dni. Nie odpryskuje i kosztuje w granicach 10zł.

Podoba Wam się??? 

LuxFly

piątek, 15 sierpnia 2014

O trzech takich co goszczą na moich paznokciach... - odcinek 1 - Bazowy utwardzacz diamentowy - KOBO

Witajcie,

Przez najbliższe dni chciałabym poświęcić kilka chwil moim paznokciom i opowiedzieć Wam o produktach, które namiętnie używam od momentu rozpoczęcia się pory wakacyjnej... Pierwszym produktem z całego trio, o którym dzisiaj Wam opowiem jest  bazowy utwardzacz diamentowy od KOBO.


Wg producenta ma on "Zwiększać przyczepność lakieru do paznokcia, wydłużać trwałość lakieru, wzmacniać i chronić paznokcie".


Baza ma mleczno - biały kolor o stosunkowo rzadkiej konsystencji. Po nałożeniu na płytkę paznokcia w widoczny sposób wyrównuje ją i wygładza. 



Jeśli nałożymy cienką warstwę preparatu, to czas zasychania jest zadowalający... Przy grubszej warstwie, gdzie widoczny jest mleczny odcień płytki paznokcia czas zasychania jest oczywiście dłuższy...



Pędzelek jest wąski i dobrze przycięty, dlatego z łatwością sunie po płytce paznokcia i w bardzo dobry sposób ją pokrywa... 



Czy lakier po jego nałożeniu trzyma się dłużej??? U mnie bywało to różnie... Wynikało to głównie z intensywności wykonywanych prac... Ale co można uznać za jego zasługę to to, że chroni paznokcie przed odbarwieniem od lakieru i nie zauważyłam przy jego zastosowaniu, aby paznokcie się rozwarstwiały, co jest dla mnie nie lada wyczynem...  Standardowo po 3-4 dniach powtarzam cały rytuał od początku...



Czy jest on idealny??? Trudno mi to określić... Dla mnie jest wystarczający i odpowiada moim paznokciowym potrzebom...

Za 7,5 ml zapłacimy ok 9,99zł. Jest to rozsądna cena w stosunku do wydajności i efektom jakie dzięki niemu uzyskuję.

A Wy miałyście okazję go poznać???

LuxFly

czwartek, 14 sierpnia 2014

Podkład kryjący Make - Up HD Self Adaptor - SORAYA

Witajcie,

Gdy spojrzałam na posty na moim blogu zauważyłam jedno... Gdzie się podziały recenzje o kosmetykach kolorowych???

No cóż... Aby nadrobić zaległości dzisiaj zapraszam Was na recenzję podkładu, który właśnie zakończył swój żywot i wylądował w pudełku "zdenkowanych". Powiem Wam szczerze, że najbardziej lubię pisać recenzje już dobijających dna kosmetyków... Sprawdzone w różnych warunkach, przez odpowiedni czas dają mi możliwość wypowiedzieć się o nich w pełni... Może też dlatego tak lubię czytać posty o denkach ;)))


Podkład kryjący Make - Up HD o pojemności 30 ml można zakupić za ok. 19 zł (choć w Super Pharm gdy była na niego promocja kosztował 8zł) więc warto polować na okazje ;)))

Podkład zamknięty jest w spłaszczonej tubce o przyjemnym dla oka wyglądzie, choć czarny kolor opakowania powoduje to, że dosyć mocno się palcuje...

Wydobycie podkładu jest bardzo proste, ale po otwarciu aplikatora i naciśnięciu tubki niewielkie ilości podkładu pozostają na zatyczce... Mimo, że nie jestem jakąś ogromną estetką, to mimo to lubię, jak wszystko mam czyste dookoła, tym bardziej, jeśli coś aplikuję na twarz... Dlatego też po każdym zastosowaniu konieczne dla mnie było oczyszczenie aplikatora od zgromadzonego podkładu oraz tubki od odbitych palców...


Na odwrocie opakowania przeczytamy garść informacji od producenta...


oraz zbliżenie na skład...


Podkłady z tej serii występują w trzech odcieniach, ja posiadam najjaśniejszy 01 Beż i zastanawiałam się, czy nie będzie dla mnie za jasny... Jak bardzo bym się pomyliła... Odcień 01 jest dla mnie idealny!!! Tylko zastanawiam się, co z osobami o jasnej karnacji... Wtedy ten odcień byłby już dla nich nieodpowiedni... A jaśniejszych już nie ma...


Cieszy mnie fakt, że podkład zawiera w sobie faktor SPF 6 - niski bo niski, ale zawsze coś ;))) Kosmetyk ma kremową konsystencję, która z ogromną łatwością rozprowadza się na twarzy, nie roluje się i nie zapycha... Wykończenie na twarzy jest gładkie i matowe, przez co nie ma już konieczności nakładania kolejnej warstwy pudru...


Podkład zakrywa niewielkie niedoskonałości i wyrównuje koloryt skóry... Niestety przy większych "niespodziankach"  musimy go wesprzeć korektorem, bo może sobie z tym nie poradzić... Cera po jego zastosowaniu wygląda bardzo naturalnie i bez efektu maski... Ja jestem osobą, która lubuje się w prostocie i naturalności, więc dla mnie jest to produkt, który spełnia moje oczekiwania...
 Poza pewnymi mankamentami, które mogę mu wybaczyć, jestem przekonana, że na stałe zagości już w mojej kosmetyczce...

A Wy co o nim sądzicie???

LuxFly