poniedziałek, 9 czerwca 2014

Peeling do ciała z masłem kakaowym i masłem Shea Kräuterhof

Świat peelingów do ciała jest mi bardzo bliski od momentu, gdy podczas ciąży miałam bardzo dokuczliwą dolegliwość - cholestazę, czyli świąd skóry, który bywał tak uciążliwy, że chciałam zadrapać się na śmierć...

Wtedy uwielbiałam wcierać w swoje ciało peelingi, które przynosiły mi ukojenie i niesamowity relaks...Po ciąży wszystkie dolegliwości minęły, ale moja miłość do peelingów pozostała niezmieniona...

Od tego czasu stosuję je regularnie i z jednymi mam chwilową znajomość, a niektóre zapadają w moje gusta dozgonnie i wracam do nich regularnie...

A do której kategorii został przypisany peeling do ciała z masłem kakaowym i masłem Shea???

 Peeling o pojemności 400ml został zamknięty w plastikowym białym pojemniczku (nie wiem czemu, ale niemieckie kosmetyki kojarzą mi się właśnie z takimi pojemnikami), z naklejoną etykietą. Dzięki naklejce z polskim tłumaczeniem wiemy z jakim jegomościem mamy do czynienia...


Jak zauważyliście naklejona etykieta uległa delikatnemu zniszczeniu, ale wszystko co ważne jest na nim widoczne ;)))

No właśnie... Peeling stoi sobie u mnie w łazience w bezpiecznym miejscu, jednak pod wpływem pary wodnej (bo nigdy mi nigdzie nie zanurkował) czy też mokrych dłoni etykieta delikatnie się zdeformowała i przybrała trochę przykurczonego charakteru, ale mi kompletnie to nie przeszkadza ;)


Po otwarciu zabezpieczonego wieczka moim oczom ukazał się widok, inny niż przy otwieraniu peelingów... myślę, że to sprawka masła shea, które stopione jest w jego konsystencję, nadając mu kremowego charakteru...


Konsystencja peelingu jest gęsta i zbita, na wierzch wypływa cienka warstwa masła, jednak nie ma żadnej konieczności mieszania jej... Wystarczy nabrać odpowiednią ilość kosmetyku i brać się do działania ;)


Zapach produktu jest bardzo przyjemny... Opisałabym go jako delikatny krem kakaowy połączony z subtelną, ale słodką nutą maślanego aromatu... Jest on błogi dla moich potrzeb zapachowych i otula moje ciało ciepłym, cukrowym aromatem...


Wykonanie peelingu ciała z użyciem tego produktu, jest samą przyjemnością... Jego gęsta ale maślana konsystencja sprawia, że zanurzone w nim drobinki masują ciało w bardziej delikatny sposób... Mogłabym to porównać do mokrego piasku na plaży...

Podczas wykonywania peelingu, skóra staje się miękka i aksamitnie gładka... Jego drobinki sprawiają, że jest ona delikatnie czerwona, przez co martwy naskórek odchodzi w zapomnienie... Dodatkowo za sprawą masła shea, masła kakaowego i pantenolu skóra pozostaje nawilżona i jędrniejsza...

Dodatkowo jest bardzo wydajny a jego aromat wciąż kusi na nowo przy kolejnym użyciu...

Peeling można bezpośrednio zakupić na stronie Sklep.Natko.pl za 16,90zł


Ja dla siebie wypatrzyłam tam jeszcze inne produkty, które strasznie mnie kuszą, a żeby mieć na bieżąco informacje o nowościach warto zaglądać na fanpage sklepu Natko.

Miałyście okazję wypróbować już to cudeńko???

LuxFly 

9 komentarzy:

  1. Byłam przekonana, że jak jest kakaowy, to będzie miał brązowy kolor, a tu zieleń :P Najważniejsze, że działa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah tez się na to nabrałam ;))) A kolor bardziej zółty, coś aparat przekłamał ;)

      Usuń
  2. Nie znam, ale jako maniaczka peelingów już go chcę wypróbować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj warto, warto ;)

      P.s. świetna zmiana na Twoim blogu - bardzo mi odpowiada ;)

      Usuń
  3. Jej mi produkt z Natko nie siadł kompletnie. Bardzo dziękuje za prezencik <3 Asia przekazała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem nim zauroczona ;) Bardzo proszę Basiu ;) Będę czekac na relację, czy sie sprawdzil ;)))

      Usuń
    2. ja jestem nimi zauroczona ;))) Cieszę się i bedę czekac na opinię ;)))

      Usuń
  4. Miałam ten peeling, zapach ma naprawdę niesamowity i super zdzierał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam takie same wrażenia na jego temat ;)

      Usuń