wtorek, 17 czerwca 2014

O trzech takich co ukradły słońce ;)

Witajcie,

Ostatnimi czasy chodzę jak Zombie ;))) Zarwane noce z nawału pracy dają mi we znaki, a i w ciągu dnia narzekać na brak czynności nie mogę ;)))

Jednak dziś zapraszam Was na spotkanie z 3 kosteczkami różnokolorowych i zapachowych mydełek firmy Barwa.

W związku z tym, że była to edycja limitowana na dzisiejszy czas nie są dostępne w asortymencie, a i więcej informacji o tych mydełkach też nie można znaleźć, więc dzisiaj subiektywna opinia, która powstała na bazie własnego doświadczenia.


Gdy trzej bracia - Kremik, Brązing i Różanek pojawiły się na mecie swojej podróży - mojej łazience, każdy z nich zaczął opowiadać o swoich atutach i sprzeczać się ze sobą, który z nich jest lepszy...

Oprócz jednej informacji - Edycja limitowana, nie zdradzali swoich informacji... tak tajemniczy i powściągliwi po każdym użyciu zaczęli uchylać rąbek swojej tajemnicy...

Pierwszy z nich - Kremik wykazał się ogromną odwaga i wskoczył w moje dłonie podczas kąpieli... Jego męski aromat najbardziej był wyczuwalny spośród pozostałych towarzyszy...

- Ukradłem słońce - powiedział cichym głosikiem
- Jak to możliwe??? - zapytałam...
- Sama zobacz - odpowiedział już odważniej

W jego prostokątnej postawie błyszczały się mikroskopijne złote drobinki...


Podczas kąpieli uwalniały się z niego, ale niestety nie pozostawały na dłużej... 

- Ja mam ich więcej - odezwał się Brązing.

Ten aż cały lśnił w świetle słońca i pachniał całkiem inaczej... Mydlanie...


Podczas kąpieli delikatnie sunął po ciele i mydlił się - jak mydło. Jego drobinki były bardziej intensywne i marzyłam tylko, żeby otuliły mnie swoim pięknem... Niestety nie pozostały długo na mojej skórze... Mimo tego, ze ciało było bardzo dobrze umyte, skrzypiące i elastyczne połyskujące złoto przepadło...

- A ja jestem całkiem inny - powiedział Różanek
- No pewnie że jesteś!!! Masz różowy kolor... Pachniesz najbardziej kobiecą nutą oraz delikatnym, kwiatowym aromatem...
- I jeszcze mam zatopione ziarenka, które poprawiają humor albo zadają ból...


Przekonałam się o tym bardzo szybko... Po ciele sunie jako bardzo mocny zdzierak... zaczerwieniona skóra podczas wykonywanego peelingu staje się ukrwiona i oczyszczona...

W momencie, gdy myjemy nim swoje stopy odruch łaskotania jest nieunikniony... Moje dziecko go uwielbia!!! Mamusiu jeszcze stópki - woła i śmieje się w głos, gdy mydło łaskocze go po nich...

Każde z nich inne... Każde ciekawe...


A Wy co o nich sądzicie???

LuxFly

9 komentarzy:

  1. Jaką historię stworzyłaś o tych mydełkach! :D hehe. Mi też przypadły do gustu, lubię to jak pachną, jak się pienią, dobrze oczyszczają i nie wysuszają nadmiernie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale to pięknie opisałaś <3 Też je bardzo polubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. najfajniejsza recenzja jaką kiedykolwiek czytałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahha ;))) Dziekuję ;))) Fantazja mnie poniosła ;)))

      Usuń
    2. Ty to masz fantazję. Świetna recenzja. Nietuzinkowa, pomysłowa i ... od razu nabieram ochotę na te mydełka. Pięknie! :)))

      Usuń