poniedziałek, 30 czerwca 2014

Kosmetyki idealne na wakacje - NaturligtVis

Ostatni weekend spędziłam we Wrocławiu... Już od dawna chciałam odwiedzić to miasto, więc z uśmiechem na twarzy wyruszyłam na cudowne 2 dni...


Miasto zauroczyło mnie... Choć wędrując wśród uliczek, bardzo przypominał mi miejscami Kraków...

W swoją podróż zabrałam do walizki dwa produkty do włosów, które dzięki miniaturowej pojemności - 30ml z łatwością znalazły swoje miejsce w mojej walizce i pozwoliły moim włosom wyglądać świeżo, zdrowo i pięknie...


Szampon i odzywka do włosów zamknięta jest w miękkiej, plastikowej tubce, przypominającej mi pastę do zębów, która przykuwa wzrok swoja prostotą... Uwielbiam taki minimalizm wśród kosmetyków...

Szampon ma postać żelową, pachnący ziołową nutą... Jest to świeży i dosyć ciekawy aromat, który idealnie wtapia się w naturalność i prostotę...


Podczas aplikacji słabo się pieni, ale za to idealnie myje i oczyszcza moje włosy... Po umyciu są one aż skrzypiące i takie... czyste... 

W swoim składzie zawiera m.in. składniki powierzchniowo czynne z kokosa, czy też Algi morskie będące źródłem minerałów...


Ta 30ml tubeczka wystarczyła mi na 4 użycia moich średniej długości włosów... Efekt był dla mnie fantastyczny i z czymś takim dawno się nie spotkałam... Włosy oczyszczone i odświeżone do granic swoich możliwości... Szampon do kupienia TUTAJ

W duecie towarzyszyła mi również odżywka do włosów, która szybko rozwiązuje problem splatanych i trudnych do rozczesania włosów...


Nuta zapachowa bliźniaczo przypomina ziołowy aromat szamponu, natomiast odróżnia ja konsystencja... 

Jest ona kremowa i stosunkowo rzadka...


zawartość skrzypu nadaje włosom połysku oraz mocnego trzymania się cebulki włosa, a olej kokosowy nawilża i chroni trzon włosa przed uszkodzeniami zewnętrznymi - wprost idealnie...


Po zastosowaniu tych dwóch produktów moje włosy "odżyły" byly pełne blasku, siły i zdrowego wyglądu... Produkty można zakupić w sklepie firmowym SVEA gdzie znalazłam idealne rozwiązanie na wakacje... są to zestawy miniaturowych kosmetyków tej serii - małe produkty a ich wydajność jest naprawdę imponujaca... - KLIK

Cena kosmetyków jest dosyć wysoka, ale po użyciu tych perełek mogę z szczerą satysfakcją  powiedzieć, że są tego warte...

Na koniec zabieram Was na spacer po Wrocławiu...





Polecam również rewelacyjny hotel  - Apart Hotel - inVite...


Teraz tylko wsiadając do pociągu do nieba czas zacząć realizować marzenia...


Spokojnej nocy...

LuxFly


Szampon do włosów AUSSIE Miracle Moist

Witajcie Kochani,

Ostatni czas przeminął w ciągłym zagonieniu i załatwianiu wielu spraw w pracy, dlatego też nie miałam fizycznej możliwości być tutaj z Wami...

Teraz mam chwilę oddechu i zamierzam systematycznie bywać tutaj i nadrabiać zaległości ;))

Dzisiaj zapraszam Was na przeczytanie kilku słów o produkcie marki AUSSIE, a jest nim szampon do włosów Aussie Miracle Moist.


Opakowanie szamponu jest bardzo poręczne i praktyczne. Butelka wykonana z miękkiego plastiku pozwala na wyciskanie kosmetyku w sposób bardzo prosty, bez użycia przemocy co mnie ogromnie cieszy ;)))


Dozownik działa na zasadzie wciskania i wyciskania przez co odpowiednia ilość produktu z niego wypływa a jednokrotny "klik" zamyka aplikator i daje gwarancję, że wszystko jest na nowo szczelnie pozamykane. Skaczące kangurki wytopione w plastiku przenoszą nas do Australii - miejsca skąd pochodzą kosmetyki - ja osobiście przepadam za minimalistycznymi akcentami, które prezentują swoje przywiązanie do narodowości.

Na opakowaniu znajduje się etykieta z informacjami o kosmetyku...


Jego składzie...


Sami widzicie, że SLS oraz SLES są wysoko w składzie. Sprawę na głowie miał uratować olejek z australijskich orzechów Makadamia... Niestety jest on daleko na końcu składu...


Konsystencja szamponu jest dosyć rzadka, ale nie wpływa to kompletnie na jego wydajność... Ja używałam tego kosmetyku ok. 1,5 miesiąca, więc jest bardzo dobrze.


Jego żółtawy, mleczny kolor przywodzi na myśl sos waniliowy...

Natomiast zapach jest obłędny!!! Jest to aromat gumy balonowej i co najlepsze  - czuć go na włosach jeszcze przez bardzo długi czas... Każdy powiew wiatru, każdy ruch włosów pozwala poczuć ten aromat, który trwa i trwa i trwa...

Myślałam, że działanie po prostu zwali mnie z nóg... Zresztą już od dawna miałam chrapkę na te kosmetyki, więc gdy pojawiły się w moich dłoniach miałam co do nich wygórowane wymagania...

Szampon miał za zadanie nawilżać włosy... Niestety bez odżywki, którą stosowałam w duecie z szamponem nawilżenie byłoby bardzo krótkotrwałe... Razem w pielęgnacji włosów spisują się bardzo dobrze. Włosy po jego zastosowaniu są odświeżone, oczyszczone i lekkie. Daje on efekt jak po użyciu szamponu ziołowego... Z rozczesywaniem miałam lekki problem ale po użyciu odżywki jest on niwelowany.

Efekt prezentuje się następująco...


Jak dla mnie jest to szampon chemiczny z niewielka ilością olejku makadamia, który dobrze radzi sobie w swojej funkcji, ale jakiś spektakularnych wrażeń na mnie nie wywołał...

Cena za 300 ml kosmetyku waha się w okolicach ok. 20zł.

Miałyście okazje go poznać i sprawdzić na własnych włosach???

Pozdrawiam

LuxFly



sobota, 21 czerwca 2014

Przyjemność dla ciała i ducha - umilacze do kąpieli

Hej,

Postanowiłam, że w weekendy będą pojawiać się posty przyjemne dla ciała i dla ducha ;)))
Dzisiaj zabieram Was w podróż do mojej łazienki - a w niej umilaczy do kąpieli ;)))

Jako maniak wylegiwania się w wannie najlepiej godzinami (szkoda, że czas na tak długo nie pozwala) bardzo lubię mieć pewne kosmetyczne dodatki, które mi umilą ten czas...

Do tego idealnie nadają się kule do kąpieli. Takie bomby możemy używać jednorazowo, bądź inne są kilkukrotnego użytku...

Moją kulę o przepysznym aromacie guawy można zakupić za 14,99zł w ORGANIQUE.


 Ta kula wystarcza na dwa użycia, gdyż w środku jest przełamana na połowę. Dla oszczędniejszych towarzyszek mogę powiedzieć, że nawet dałoby się jeszcze połowę podzielić na pół, ale ja tym razem oddałam się wypróbowania jej dwukrotnie ;)))


Z zetknięciu się z wodą rozpuszcza się jak Plussssz - nawet tak samo syczy, uwalniając przy tym nieziemski aromat, który czuć w całej łazience jeszcze przez bardzo dłuuuuuuugi czas... Nawet do 2-3 dni - sama doznałam szoku!!!


Dodatkowo woda zabarwia się kolorem kuli i uwalnia wszystkie cenne właściwości jakie w sobie posiada... Skóra po kąpieli w takim towarzystwie jest rewelacyjnie nawilżona, ujędrniona i aksamitna w dotyku... Zapach utrzymuje się jeszcze jakiś czas na skórze, ale jest on subtelniejszy i dla mnie stanowi kropkę nad "i".

Ja jestem w nich zakochana!!! I już niebawem zakupię następne kule, bo ich wybór jest pokaźny ;)))


Kolejnym umilaczem, który skradł moje serce jest babeczka ;)))


Ta muffinka wygląda tak apetycznie, że moje dziecko chciało ją ugryźć ;)))

Wg producenta muffinki używa się do sześciu razy i można to robić na dwojaki sposób - albo ją kruszymy i wrzucamy do wanny, albo całą zanurzamy i wyciągamy w momencie, gdy uwolni odpowiednią ilość masełek ;)))

\

No właśnie... Masło Shea, olejek z Ylang Ylang czy też inne masełko, które wynika od zapachu muffinki wypływa na powierzchnię wody i otula moje ciało idealnym nawilżeniem...

  
Delikatny, słodki aromat jest kwintesencją całej rozkoszy z użyciem tej babeczki... Te słodkie muffinki możecie znaleźć - TUTAJ Ja już planuję kolejne kąpielowe pyszności ;)))

Na koniec pokażę Wam ostatni bardzo dobry i nawilżający produkt, który można znaleźć - TU


Olejek do kąpieli Z WITAMINAMI A i E i OLEJEM WIESIOŁKOWYM zamknięty jest w 12 czerwonych kuleczkach ;)))


Ich otwarcie jest banalnie proste - jak standardowe tabletki ;)))


To właśnie w środku tej kulki znajdują się wszystkie niezbędne składniki, które pozwalają mi, aby skóra otrzymała wszystko to co najlepsze...

Gdy wpatruję się w tą kulkę... To przypomina mi się pewien kawał o "czerwonej kuleczce..." - ale to innym razem ;)))


Producent poleca, aby do jednej kąpieli użyć od 1 - 3 kuleczek. Ja używam dwóch i uważam, że dla mnie jest to optymalna ilość. 

W zetknięciu z wodą zewnętrzna, czerwona warstwa, która również się roztapia w wodzie, staje się bardzo miękka i po delikatnym naciśnięciu uwalniana jest cała jej zawartość... Zawarty w środku olej z nasion wiesiołka (tłoczony na zimno) z mieszanką witamin A i E dają poczucie tłustości i głębokiego nawilżenia skóry, co jest wyczuwalne podczas wycierania się ręcznikiem po kąpieli. Jest to dla mnie kolejny plus, gdyż nie mam już konieczności balsamowania ciała... Te kulki dostarczają jej już wszystko to co niezbędne...


Sprawdza się on bardzo dobrze również dla dzieci - mój synek za nimi przepada!!! Właśnie nie wiem jak sobie bez nich poradzę, bo jestem nimi zauroczona!!!

Jedynym mankamentem wszystkich produktów jest to, że pozostawiają po sobie ślady na wannie, przez co trzeba ją umyć po użyciu... Dla mnie osobiście nie stanowi to problemu, bo właśnie takie chwile dają mi poczucie spełnienia, relaksu i szczęścia ;)))

Co o tym sądzicie???

LuxFly

wtorek, 17 czerwca 2014

O trzech takich co ukradły słońce ;)

Witajcie,

Ostatnimi czasy chodzę jak Zombie ;))) Zarwane noce z nawału pracy dają mi we znaki, a i w ciągu dnia narzekać na brak czynności nie mogę ;)))

Jednak dziś zapraszam Was na spotkanie z 3 kosteczkami różnokolorowych i zapachowych mydełek firmy Barwa.

W związku z tym, że była to edycja limitowana na dzisiejszy czas nie są dostępne w asortymencie, a i więcej informacji o tych mydełkach też nie można znaleźć, więc dzisiaj subiektywna opinia, która powstała na bazie własnego doświadczenia.


Gdy trzej bracia - Kremik, Brązing i Różanek pojawiły się na mecie swojej podróży - mojej łazience, każdy z nich zaczął opowiadać o swoich atutach i sprzeczać się ze sobą, który z nich jest lepszy...

Oprócz jednej informacji - Edycja limitowana, nie zdradzali swoich informacji... tak tajemniczy i powściągliwi po każdym użyciu zaczęli uchylać rąbek swojej tajemnicy...

Pierwszy z nich - Kremik wykazał się ogromną odwaga i wskoczył w moje dłonie podczas kąpieli... Jego męski aromat najbardziej był wyczuwalny spośród pozostałych towarzyszy...

- Ukradłem słońce - powiedział cichym głosikiem
- Jak to możliwe??? - zapytałam...
- Sama zobacz - odpowiedział już odważniej

W jego prostokątnej postawie błyszczały się mikroskopijne złote drobinki...


Podczas kąpieli uwalniały się z niego, ale niestety nie pozostawały na dłużej... 

- Ja mam ich więcej - odezwał się Brązing.

Ten aż cały lśnił w świetle słońca i pachniał całkiem inaczej... Mydlanie...


Podczas kąpieli delikatnie sunął po ciele i mydlił się - jak mydło. Jego drobinki były bardziej intensywne i marzyłam tylko, żeby otuliły mnie swoim pięknem... Niestety nie pozostały długo na mojej skórze... Mimo tego, ze ciało było bardzo dobrze umyte, skrzypiące i elastyczne połyskujące złoto przepadło...

- A ja jestem całkiem inny - powiedział Różanek
- No pewnie że jesteś!!! Masz różowy kolor... Pachniesz najbardziej kobiecą nutą oraz delikatnym, kwiatowym aromatem...
- I jeszcze mam zatopione ziarenka, które poprawiają humor albo zadają ból...


Przekonałam się o tym bardzo szybko... Po ciele sunie jako bardzo mocny zdzierak... zaczerwieniona skóra podczas wykonywanego peelingu staje się ukrwiona i oczyszczona...

W momencie, gdy myjemy nim swoje stopy odruch łaskotania jest nieunikniony... Moje dziecko go uwielbia!!! Mamusiu jeszcze stópki - woła i śmieje się w głos, gdy mydło łaskocze go po nich...

Każde z nich inne... Każde ciekawe...


A Wy co o nich sądzicie???

LuxFly

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Słońce na dloni - lakier do pzanokci Safari, Quiz Cosmetics

Kochani,

Ostatnimi czasy bardzo polubiłam pastelowe lakiery, które wtapiają się w nadchodzące lato w idealny sposób...

Jednym z takich lakierów jest lakier Safari od Quiz Cosmetics, który można zakupić za ok. 3,70zł.

Ja posiadam lakier w odcieniu 408, który przywodzi na myśl słoneczny dzień i ciepłe lato przeniesione na paznokcie...


Lakier o pojemności 12 ml zamknięty jest w szklanym, przeźroczystym słoiczku, dzięki któremu idealnie  widzimy kolor tego produktu...
Jego "drapieżny" charakter w połączeniu z delikatnym i spokojnym odcieniem, nadaje mu pewnej równowagi i łączy ze sobą dwa światy...


Jeśli chodzi o ten lakier to mam do niego mieszane odczucia... Jestem przekonana, że lakier lakierowi Safari nie jest równy, bo mam inne odcienie w swojej kolekcji i spisują się lepiej niż ten... Ale o co dokładnie mi chodzi???


Pędzelek jest cienki, co w tym przypadku działa trochę na jego niekorzyść... Wolałabym grubszy i płaski, dzięki czemu jedne pociągnięcie pozwoliłoby mi na pokrycie lakierem całej płytki paznokcia... W tym przypadku trzeba sukcesywnie malować fragmentarycznie paznokieć, przez co dodatkowo pozostają smugi i prześwity na paznokciu...

Jego dosyć rzadka konsystencja sprawia, że lakier łatwo rozlewa się na boki, ale po pewnych nieudanych próbach można dojść do wprawy i szkolić się w aplikacji kosmetyku... 


Jedna, czy nawet dwie warstwy produktu są niewystarczające... Jednak po grubszym nałożeniu lakieru zaczyna prezentować się on ciekawie ciekawie... 

U mnie problem pojawił się również w momencie schnięcia lakieru... Ale w tym momencie zaczarowane "kropelki" od Cztery Pory Roku ułatwiają mi to zadanie i pozwalają mi wrócić do wykonywania codziennych czynności bez konieczności nieustannego machania dłońmi...


Lakier jest bardzo plastyczny... Nawet po kilku godzinach po wymalowaniu może pozostawiać na płytce odbicia, które nie są u mnie mile widziane i zaburzają mi efekt gładkiej tafli... 

Kolor bardzo przypadł mi do gustu... Jego słoneczna tonacja wywołuje na mojej twarzy uśmiech i kojarzy mi się z ciepłym, piaszczystym dniem... Dlatego, gdy lakier gości na moich paznokciach często go oglądam bo nastraja mnie bardzo pozytywnie...

Lakier utrzymuje się ok. 2-3 dni, i można go zakupić m.in. TUTAJ.

Miałyście jakieś lakiery od Quiz Cosmetics???  Jak u Was się sprawdziły???


Pozdrawiam

LuxFly

niedziela, 15 czerwca 2014

Krem do suchych stóp i pękających pięt - Barwa

Hej,

Zbliża się lato, a to czas na letnie obuwie... sandałki, klapki itp. cudeńka goszczą na naszych stopach, a stopy...??? No właśnie... Co z nimi???

Każdy marzy o tym, aby po odsłonięciu stóp na lato ich widok był jak najbardziej pozytywny... Piękne i zadbane stopy są naszą wizytówką, więc na ten zbliżający czas trzeba im poświęcić trochę więcej uwagi (zresztą, myślę sobie teraz, że mają one przekichany żywot... Tyle czasu są zamknięte w ciasnych domkach, a w końcu bez nich nie przeszlibyśmy taki kawał życiowej drogi).

Dlatego dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kosmetyku, który pozwoli zadbać o nasze stopy...


Krem zamknięty jest w 75ml tubce o estetycznym wyglądzie, z nadrukowanymi podstawowymi informacjami...


Solidne zamknięcie typu "klik" daje mi gwarancję, że wszystko jest na swoim miejscu i nic z niego nie wypłynie...


Krem ma gęstą i zbitą konsystencję, co bardzo mnie cieszy, bo strasznie nie lubię, gdy produkty do stóp przelewają mi się przez palce i muszę stosować dla nich "zaporę" z moich dłoni, aby nie zbierać kosmetyku z podłogi...

Z ogromną łatwością rozprowadza się po stopach i szybko wchłania, przez co nie grozi mi pozostawianie za sobą śladów podczas stawianych kroków i jestem spokojna, że nie wywinę "orła" chcąc spokojnie iść po kilkuminutowym wmasowaniu kosmetyku...


Jego zapach jest kolejnym atutem, bo świeża, cytrusowa nuta dodatkowo odświeża i nadaje stopom rześkości i odprężenia, w szczególności, gdy pokonały duży dystans w ciągu dniu...

A oto i jego skład...


Krem stosuję na różne sposoby, bo samo wmasowanie go w stopy nie daje długotrwałego efektu...

Już po 2-3 godzinach skóra stóp wraca do pierwotnego stanu... Lepiej sprawdził się u mnie w momencie, gdy po wieczornej kąpieli nakładam na stopy grubą warstwę kremu, na to skarpety i pozostawiam na całą noc... Rano skóra stóp jest nawilżona, gładka, miękka - po prostu NÓWKA!!!


Dla mnie jest to krem dla niewymagających stóp. Myślę, że mógłby sobie nie poradzić w momencie, gdy stopy wymagałyby intensywnej regeneracji.

Na letnie odświeżenie i nawilżenie stóp sprawdzi się bardzo dobrze, ale nie jako kuracja dla popękanej i przesuszonej skóry..

Kosmetyk ten jest dostępny w supermarketach Real, Carrefour, Auchan... Czy też w drogeriach, Ale jeśli mielibyście problem z jego identyfikacją, to można zamówić go również w sklepie firmowym BARWA za ok. 6zł.

Co Wy robicie, żeby Wasze stopy pięknie wyglądały latem???

Macie jakieś niezawodne sposoby???

LuxFly

sobota, 14 czerwca 2014

Projekt denko - maj'14r.

Kochani,

Dzisiaj zapraszam Was na projekt denko miesiąca maja. Sama bardzo lubię posty o zdenkowanych produktach, bo wiem, że wtedy w najbardziej rzetelny sposób można wyrazić swoją opinię o kosmetykach.

U mnie zebrała się pewna gromadka zużytych produktów, więc najlepszy czas je zaprezentować.

Kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy 


Jeśli chodzi o oczyszczanie cery, to rytualnie w miesiącu maju towarzyszył mi legendarny już płyn micelarny BeBeauty - TUTAJ oraz żel - krem łagodzący BeBeauty - KLIK który stosowałam codziennie rano do odświeżenia mojej twarzy.

Natomiast żel do mycia twarzy Kolastyna Refresh nie wspominam dobrze... Licznie pojawiające się pryszczyki skutecznie odrzuciły mnie od stosowania tego kosmetyku, więc skończył on jako żel do mycia dłoni... Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądała moja cera podczas jego stosowania to zapraszam TUTAJ


Kolejnymi kosmetykami pielęgnacyjnymi do twarzy to cała seria od SORAYA...

Wygładzający krem z transdermalnym kwasem hialuronowym bardzo miło wspominam, mimo trochę nieudanych początków... - KLIK, a jego nieustanny kompan koncentrat kwasu hialuronowego stał się moim ulubieńcem w pielęgnacji cery... Idealne nawilżenie i dobre ujędrnienie - to pierwsze moje skojarzenia podczas wspomnień na temat tego kosmetyku... - TU.
Ostatni kosmetyk, to pielęgnacyjny krem nawilżający, który jako jedyny z tej trójki nie przypadł mi do gustu... Nie polubiliśmy się, więc krem skończył swój żywot jako produkt do rąk...


Kosmetyki pielęgnacyjne do ciała

W tej kategorii też mile się zaskoczyłam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że balsamy również tu się znalazły... Przeważnie jest tak, że w połowie produkty zaczynają mi się nudzić i sięgam po coś nowego...




Próbka żelu pod prysznic Mustela wykorzystałam do mycia ciała mojego dziecka, choć spodziewałam się po nim czegoś lepszego... Natomiast żel pod prysznic Soraya kusi swoim pysznym brzoskwiniowym aromatem a dodatkowo bardzo dobrze myje moje ciało - KLIK, ale i tak nic nie dorówna mojemu ulubionemu żelowi pod prysznic o zapachu czarnej róży od Tołpa - TUTAJ - to w nim jest moc!!! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!!! Ten zapach z przenikającą waniliową nutą, jak dla mnie jest kwintesencją moich wymagań aromatycznych... Och... Już tęsknię...

 Aaa... I jeszcze ostatni, który stosowałam ostatnimi czasy, czyli peeling do ciała od Bielendy o zapachu papai - KLIK, soczysty, świeży zapach i delikatne działanie...


Natomiast jeśli chodzi o kosmetyki, które wiernie wmasowywałam w swoje ciało to były to...


Balsam do ciała Sunny Peach od SORAYA mimo trochę chemicznego zapachu polubiłam go za konsystencję, która jest delikatna jak chmurka i dobre nawilżenie jakie za sobą niesie... - jeśli chcecie się o nim więcej dowiedzieć to zapraszam na szerszą RECENZJĘ.

Z kosmetykiem EVELINE Slim Extreme 4D Intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową kojarzy mi się to mocne uczucie mrożenia, które bardzo intensywnie odczuwałam... Mimo, że rozmiar dalej pozostał niezmienny, to jednak wygładzenie i ujędrnienie jest widoczne - co mnie bardzo cieszy... - KLIK, natomiast masło do ciała Bielenda bardzo polubiłam, lekkość przy odpowiednim nawilżeniu przypadła mi do gustu ;) - TUTAJ

Ochraniacze pod pachę też się skończyły ;)))


Antyperspirant FA wspominam bardzo dobrze, a dezodorant Nectar of Nature mogę porównać do naszych drogeryjnych antyperspirantów Garnier, tylko w przystępniejszej cenie - TU

Przechodząc do kosmetyków kolorowych bardzo miło wspominam fluid długotrwale kryjący od Deni Carte


Bardzo dobre krycie, przy kremowej konsystencji oraz ten praktyczny pojemnik z dozownikiem pozwolił mi go wycisnąć do ostatniej kropli ;) - TUTAJ

Również Tusz do rzęs Rimmel Scandaleyes był całkiem ciekawym doznaniem urodowym, choć początki były ciężkie...


Bo niełatwo było mi manewrować szczoteczką o takim profilu...


 Jednak trening czyni mistrza... Kilka dziubnięć i można dojść do wprawy ;))) a efekty są zadowalające ;)


Na koniec zachowała się "samotna" próbeczka od Clarena - zresztą całkiem całkiem...


Nooo.... Dobrnęłam do końca ;))) 

Życzę Wam udanego wieczora ;)))

LuxFly